poniedziałek, 18 maja 2015

Cześć! Nazywam się Dżesika (tak, Dżesika, nie Jessica :D). Kiedyś już prowadziłam bloga, a teraz postanowiłam reaktywować go. Od ponad roku jestem zagorzałą włosomaniaczką i miłośniczką kosmetyków. Blog ten ma mnie motywować w mojej bitwie z zapuszczaniem włosów, dzieleniu się moimi spostrzeżeniami dotyczącymi kosmetyków, ich składów i efektów.


Jako że ostatnio wraz z moją siostrą postanowiłyśmy zmienić nasze nawyki włosowe, zaczęłam się mocno interesować naturalnymi kosmetykami. Wraz z zainteresowaniem pogłębiałam swoją wiedzę dotyczących składników, tych dobrych i tych złych. No i stało się, trafiłam na firmę Sylveco i postanowiłam sprawdzić dwa szampony, które są w ich ofercie.




Dlaczego akurat te produkty? Przede wszystkim są naturalne, mają prosty, krótki skład, delikatne substancje myjące, a moje włosy teoretycznie powinny się z nimi polubić. Jednak trochę denerwuje mnie ich brak dostępności stacjonarnie. Niby lista sklepów jest na stronie internetowej, ale szukając ich okazało się, że wszędzie są wykupione. Wreszcie znalazłam sklep, w którym była możliwość ich zamówienia i po długich bataliach szampony były już ze mną! Od razu polubiłam ich szatę graficzną proste, ale przyciągające. Ceny kosmetyków wahają się od 20 do 30 zł. A czas na wykorzystanie ich to 6 miesięcy od dnia otwarcia.

Najpierw otworzyłam szampon odbudowujący pszeniczno-owsiany. 
Opis producenta: hypoalergiczny, przeznaczony do pielęgnacji każdego rodzaju włosów, szczególnie osłabionych i wymagających regeneracji. Zawiera bardzo łagodne, ale jednocześnie skuteczne środki myjące, które nie podrażniają nawet najbardziej wrażliwej skóry głowy. Hydrolizaty pszenicy i owsa to niskocząsteczkowe źródło protein, odbudowując je aż po same końcówki. Dzięki składniom silnie nawilżającym szampon zapobiega przesuszeniu, łagodzi podrażnienia skóry głowy. Przy regularnym stosowaniu wzmacnia włosy, poprawia ich elastyczność i sprawia, że są bardziej odporne na uszkodzenia i rozdwajanie. 
Składniki aktywne: hydrolizowane proteiny owsa/pszenicy, olejek z trawy cytrynowej, miód, kwas mlekowy i panthenol. 
Moja opinia:  Zapach trawy cytrynowej niestety nie przypadł mi do gustu. Szampon nie pieni się zbyt dobrze, ale wiadomo, to przez brak SLS. Trzeba nałożyć szampon na kilka "partii", a za tym idzie mniejsza wydajność i trzeba się przyzwyczaić do nakładania. Trzeba się nieźle namachać, żeby szampon umył dokładnie całe włosy. Jednak mam już "lepszy" sposób na nakładanie go skuteczniej, najpierw spieniam go w rękach i w formie pianki dopiero nakładam go na włosy. Tak sprawdzał się już lepiej, jednak nie aż tak dobrze, jak na początku się spodziewałam. Po "machaniu rękami"(czyt. myciu) przez 5 minut, zmywam szampon i czuję za każdym razem, że moje włosy są suche, splątane i chce mi się płakać na samą myśl o ich czesaniu. Po nałożeniu i zmyciu maski włosy nie są w złym stanie, ale myślałam, że włosy będą bardziej dociążone, bardziej lśniące i zdrowsze! Włosy fakt faktem zaczęły mi szybciej rosnąć, ale czy to na pewno sprawka akurat tego szamponu? Nie wiem, ale mam nadzieję, że pomimo swoich wad jednak "odbudowuje" i pomaga mi w walce o długie, gęste włosy.
No i na swoją kolej doczekał się balsam myjący do włosów z betuliną. Byłam do niego nastawiona dość sceptycznie, jednak chyba się myliłam! Używam go od 2 tygodni, więc opinia dokładna będzie za ok. miesiąc. A teraz mogę powiedzieć, że przede wszystkim lepiej się pieni, nie plącze włosów  tak, jak swój brat. Włosy są bardziej dociążone, nie przetłuszczone, ani przesuszone. Nawet zapach jest bardziej neutralny. Mam olbrzymią nadzieję, że to będzie mój hit i sprawdzi się znacznie lepiej niż poprzednik. 

A Wy używałyście szamponów Sylveco? Jak się sprawdziły u Was? Chętnie poczytam o Waszych spostrzeżeniach :)


Pozdrawiam, Dżess :)


3 komentarze:

  1. oo! z przyjemnością będe czytała Twojego bloga, powodzenia :*

    OdpowiedzUsuń
  2. Miałam ten pierwszy, użyłam tylko kilka razy. Płacze włosy nawet przy myciu - okropnosc!
    Sylveco nie jest dla mnie ;)

    OdpowiedzUsuń